- Boli nadal? - spytałem. Dziewczyna pokiwała jedynie twierdząco głową. - Zaraz wrócę.
Szybko udało mi się znaleźć apteczkę, która znajdowała się u mnie w pokoju. Wróciłem do dziewczyny, rozerwałem kawałek jej spodni, aby mieć dostęp do rany. Wacikiem namoczonym wodą obmyłem ranę i chwyciłem w dłoń małą butelkę wody utlenionej.
- Będzie piekło. - ostrzegłem.
Kiedy skinęła głową, polałem ranę specyfikiem i ostrożnie zacząłem obmywać. Chwyciłem po maść, obficie posmarowałem ją ranę dziewczyny, uniosłem nad nimi dłonie, zamknąłem oczy i pochyliłem nisko głowę, szepcząc zaklęcie. "Vitto Broche Tarem Car Manifesto Fen" kiedy wyprostowałem głowę i zabrałem dłonie, rana zniknęła, ból, który jej towarzyszył również.
- Od kiedy to wampiry czarują? - spytała.
- Nie czarują. Maść mam od znajomej czarownicy, zaklęcie to prosta formuła... jeśli nie masz krwi śmiertelników na rękach, uda ci się to. - odparłem.
- Nigdy nie zabiłeś człowieka?
- Nie. - pokręciłem głową. - Nigdy nie chciałem być wampirem, taki los zgotowała mi matka, ojciec mnie... z resztą, nie ważne, nie będę cię zanudzać. - westchnąłem, zamykając apteczkę. - Potrzebujesz czegoś? Coś do picia... jedzenia?
?
poniedziałek, 27 lutego 2017
Od Clary do Daniela
Kilka dni temu przeprowadziłam się z rodzicami do mniejszego miasta. -Matka wciąż narzekała na hałas w stolicy i zanieczyszczenia. Poniekąd się z nią zgadzałam, ale w dzisiejszych czasach nawet winogrona są genetycznie modyfikowane, inne owoce i warzywa też są spryskiwane jakimiś chemikaliami, niby nie groźnymi.- Ojciec uległ jej prośbom i o to tu jesteśmy.
Mieszkaliśmy teraz w piętrowym domku rodzinnym. Wykonany był głownie z jasnego drewna, bardzo mi się podobał. Za nim znajdował się las, a jeszcze trochę dalej wyżyny i góry. Wcale nie narzekałam, że teraz to miejsce będę nazywała domem, w starym miejscu nie miałam zbytnio przyjaciół, nie lubiłam tamtej szkoły, a raczej ludzi tam pracujących, doprowadzali mnie do czarnej rozpaczy. A teraz, mogłam zacząć wszystko od nowa. Naukę miałam zacząć w przyszłym tygodniu, byłam podekscytowana i nie mogłam się doczekać pierwszych zajęć. zawsze mówili mi, że coś jest ze mną nie tak, skoro tak bardzo lubię chodzić do szkoły, ale nikt nie wiedział, ze głównie to ja chodzę tam po to, aby popatrzeć na tych kilku idealnych chłopców, i pomarzyć.
Dwa dni temu, uświadomiłam sobie, że już nigdy nie pójdę do szkoły, nie poznam nowych ludzi, a przynajmniej normalnych ludzi. Byłam tego niemalże pewna, ponieważ już nie byłam człowiekiem. Dwa dni temu, poszłam na spacer do lasu, wzięłam ze sobą aparat fotograficzny, aby uwiecznić tutejsze lato. Dotarłam nad jezioro, w którym odbijały się porośnięte świerkami, jodłami, sosnami i innymi iglastymi drzewami, góry. Zaczęłam robić zdjęcia, widok był wspaniały. Nie zauważyłam nawet kiedy zrobiło się chłodniej, straciłam rachubę czasu. Kiedy słońce chowało się za górami, zrobiłam ostatnie zdjęcie i postanowiłam wrócić do domu. szłam tą samą dróżka, jednak zbyt szybko zrobiło się ciemno i nie wiedziałam już którędy iść. Za bardzo oddaliłam się od domu, aby ktoś mógł mnie usłyszeć.. gdyby jeszcze ktoś w ogóle tam był. Przypomniałam sobie, że mama pojechała na spotkanie z jakimś inwestorem, a ojciec.. wyjechał gdzieś godzinę temu, mówił, że to ważne i mam nie czekać na niego z kolacją. Szłam przed siebie, obejmując się rękoma, jak na letni wieczór, na dworzu było chłodno. Nagle, w oddali zobaczyłam małą czarną plamę, poruszającą się szybko po linii horyzontu. Pomyślałam, że może to jakiś pojazd, ale były by widoczne światłą, a po za tym kształt był za mały jak na auto, może to jeden z tych mniejszych modeli.. To coś było co raz bliżej mnie. Zaledwie 4 sekundy później, jakieś 10 metrów ode mnie stanął ogromny czarny wilk. Dopiero po chwili mój wzrok się wyostrzył i zorientowałam się, że to na prawdę wilk. Miał duże, złociste oczy. Patrzał na mnie i wydawał z siebie cichy dźwięk. Jakby powarkiwał na mnie. Powinnam była chyba zacząć uciekać, ale nie mogłam się ruszyć. Po prostu stałam i wpatrywałam się w niego, a on we mnie. Kątem oka dostrzegłam ruch za zwierzęciem, i jeszcze kilka kolejnych, po chwili byłam już otoczona przez wielkie wilki. Zero możliwości ucieczki. Rozejrzałam się powoli, wszystkie łby były skierowane w stronę czarnego basiora. Kiedy odwzajemnił spojrzenie jednego z pozostałych, zwierzęta zaatakowały. Mnie. Obudziłam się następnego dnia, w nie swoim łóżku, pomieszczenie, w którym się znajdowałam, wyglądało jak jakaś szopa. Po chwili wszedł do niej ktoś. Mężczyzna o czarnych włosach i złocistych oczach.. chwilę później dowiedziałam się, że zostałam wilkołakiem. Mężczyzna był przywódcą Wschodniego Stada, a ja miałam do nich należeć. Jednak okazało się, że jestem zbyt słaba i ledwo przeżyłam pierwszą przemianę, której nawet nie pamiętam, jednak Alec, bo tak nazywał się przywódca, powiedział, że bardzo mu przykro, ale nie może mnie przyjąć do stada. Po czym kazał mi zabierać się stąd jak najszybciej.
***
Kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam tylko jego ruiny, które wciąż się paliły.. czułam dym, wyraźnie, jak to wilkołak.. Nie wiedziałam jak długo trwała przemiana, czy w ogóle, ktoś zauważył moje zniknięcie.. miałam nadzieję, że rodzice jeszcze nie wrócili i nie byli w domu, kiedy ten z niewiadomych mi przyczyn spłonął. Jednak nie czułam strachu, nie zbierało mi się nawet na płacz.. nie czułam nic. Wyszłam na podjazd, a raczej to co z niego zostało i zobaczyłam dwa wraki samochodów. Rodzinne volvo i audi.. samochody jej rodziców, a więc jednak wrócili, byli w domu.. ale już martwi. Poczułam pustkę w sercu, nadal nie mogłam zmusić się nawet do płaczu, czułam tylko gniew, że stało się tyle rzeczy, w tak szybkim czasie.. nie rozumiałam nic i nie wiedziałam co zrobić, aby zrozumieć. W końcu usiadłam obok domu, raczej tego co z niego zostało, już nie płonął ogień, całkowicie się wypalił. Było mi cieplej, nawet gorąco i dopiero po czasie rozejrzałam się po okolicy, reszta domów też była spalona, cała dzielnica.. wytężyłam słuch, ale nie słyszałam nic, oprócz strzelania ognia z niedopałków. Wszyscy zgineli.. a ja po prostu siedziałam.
***
następnego dnia postanowiłam poszukać kogoś, kto mógłby jeszcze żyć. Niestety.. na ulicach widziałam tylko martwe ciała ludzi.. i wilków.
***
W centrum był jakiś supermarket, postanowiłam znaleźć tam coś do jedzenia, niestety kiedy tam dotarłam, okazało się, że budynek, cały się zawalił. Jednak zuważyłam szparę w gruzie, przez która bez trudu mogłabym się dostac do srodka, ruszyłam więc tam. wskoczyłam na murek, później przeskoczyłam na gruzy. Poslizgnęłam się i spadłam na luźno wystający pręt.. zaczęłam krwawić.
*** dowiedziała się, że są też wampiry, poznała całą historię o tym co tu się stało, poznała łowców wilkołaków i Daniela ***
Siedziałam nie ruchomo na łóżku wampira. Nie wiedziałam co zrobić. Noga nadal mnie bolała. Nie mogłam nawet uciec, ale też nie bardzo chciałam. Po mimo wszystkiego czego się dowiedziałam, tu czułam się bezpiecznie. Choć wciąż byłam lekko przestraszona, groźbami tamtego chłopaka i całą tą sytuacją.
środa, 15 lutego 2017
Od Daniela
Mam nadzieję, że wiecie, jaki obowiązek bierzecie na siebie? - spytałem, kierując wzrok w stronę rodzeństwa.
- Śmiesz w nas wątpić? - Klaus uśmiechnął się, chowając ręce za plecy.
- Podpisz. - Rebeka posłała mi lekki uśmiech.
Westchnąłem pod nosem, chwyciłem w dłoń pióro i popisałem dokument, który czynił miasto naszym.
- Za nas i nasze miasto. - dziewczyna podała każdemu z nas po szklance z trunkiem.
W tym samym momencie wypiliśmy całą zawartość. Odłożyłem naczynie na biurko i wyjrzałem za okno.
- Pójdę się przejść. - minąłem ich, zszedłem do kamiennych schodach na dziedziniec, spojrzałem jeszcze raz na nasz nowy dom i westchnąłem.
***
Znalazłem się na mokradłach, był tu niezły bałagan. Słyszałem o wymordowaniu wszystkich wilkołaków, przez poprzedniego "władcę" miasta, ale nie sądziłem że będzie wyglądać to aż tak okrutnie. Nagle usłyszałem czyjś oddech, rozejrzałem się dookoła, spostrzegłem chowającą się za ruinami budynku. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i powoli tam podszedłem. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach, miała w udo wbity metalowy pręt, rana mocno krwawiła.
- Spokojnie, nie skrzywdzę cię. - powiedziałem spokojnie. - Chcę ci pomóc... - kucnąłem przed nią. - Mogę?
Dziewczyna po chwili namysłu pokiwała zgodnie głową, chwyciłem jakąś szmatę, którą miałem pod ręką i podszedłem do niej.
- Jesteś wilczycą jak się nie mylę?
- T-tak. - szepnęła. - Ja... oni... - zakryła usta dłonią.
- Spokojnie. - położyłem dłoń na jej ramieniu. - Muszę to wyciągnąć inaczej rana się nie zagoi... gotowa? - spytałem.
Dziewczyna skinęła głową, jednym ruchem wyciągnąłem to ustrojstwo, zmniejszając jej cierpienie. Zawiązałem na jej udzie szmatkę.
- Powstrzyma krwawienie do czasu zagojenia. - wyjaśniłem. - Jestem Daniel.
- ..... - odparła.
- Masz wielkie szczęście, że udało ci się przeżyć... - zacząłem.
- Jesteś wampirem... - bardziej spytała niż stwierdziła. - Pierwotny. - dodała ciszej.
- Tak ale nie musisz się mnie bać, pozwól że zabiorę cię d siebie. Ci, którzy to zrobili nie spoczną póki i ty nie zginiesz. Będziesz bezpieczna.
Zgodziła się, jako iż rana się jeszcze nie zregenerowała, chwyciłem ją na ręce i dzięki wampirzej szybkości w kilka sekund znalazłem się w sypialni obok mojej, położyłem ją na łóżko.
- Mieszkasz tu sam? - spytała rozglądając się.
- Nie zupełnie... - w tym samym momencie do pokoju wparował Niklaus.
- Chyba sobie kpisz! - warknął. - Nie będziesz przyprowadzać wilków do naszego domu, czuć ją na kilometr!
- Uspokój się. - westchnąłem.
- Rebekah! - wydarł się.
Siostra weszła znudzona do pokoju, spojrzała zdziwiona na wilczycę i na mnie, po czym zaśmiała się lekko.
- Honorowy Daniel znów coś obiecał? - przeczesała dłonią włosy. - Klaus, nic nie poradzisz. - wzruszyła ramionami i wyszła.
- Zabije ją. - zmrużył oczy.
- Gwarantuję ci że tego nie zrobisz. - powiedziałem ostrzej.
Widziałem, że chce coś powiedzieć jednak odpuścił.
- Niech nawet nie wchodzi mi w drogę bo to zrobię. - wyszedł trzaskając drzwiami.
Westchnąłem.
- Mieszkam z rodzeństwem. - dokończyłem. - Nie przejmuj się, nic ci nie zrobi. - zapewniłem siadając na łóżku.
?
- Śmiesz w nas wątpić? - Klaus uśmiechnął się, chowając ręce za plecy.
- Podpisz. - Rebeka posłała mi lekki uśmiech.
Westchnąłem pod nosem, chwyciłem w dłoń pióro i popisałem dokument, który czynił miasto naszym.
- Za nas i nasze miasto. - dziewczyna podała każdemu z nas po szklance z trunkiem.
W tym samym momencie wypiliśmy całą zawartość. Odłożyłem naczynie na biurko i wyjrzałem za okno.
- Pójdę się przejść. - minąłem ich, zszedłem do kamiennych schodach na dziedziniec, spojrzałem jeszcze raz na nasz nowy dom i westchnąłem.
***
Znalazłem się na mokradłach, był tu niezły bałagan. Słyszałem o wymordowaniu wszystkich wilkołaków, przez poprzedniego "władcę" miasta, ale nie sądziłem że będzie wyglądać to aż tak okrutnie. Nagle usłyszałem czyjś oddech, rozejrzałem się dookoła, spostrzegłem chowającą się za ruinami budynku. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i powoli tam podszedłem. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach, miała w udo wbity metalowy pręt, rana mocno krwawiła.
- Spokojnie, nie skrzywdzę cię. - powiedziałem spokojnie. - Chcę ci pomóc... - kucnąłem przed nią. - Mogę?
Dziewczyna po chwili namysłu pokiwała zgodnie głową, chwyciłem jakąś szmatę, którą miałem pod ręką i podszedłem do niej.
- Jesteś wilczycą jak się nie mylę?
- T-tak. - szepnęła. - Ja... oni... - zakryła usta dłonią.
- Spokojnie. - położyłem dłoń na jej ramieniu. - Muszę to wyciągnąć inaczej rana się nie zagoi... gotowa? - spytałem.
Dziewczyna skinęła głową, jednym ruchem wyciągnąłem to ustrojstwo, zmniejszając jej cierpienie. Zawiązałem na jej udzie szmatkę.
- Powstrzyma krwawienie do czasu zagojenia. - wyjaśniłem. - Jestem Daniel.
- ..... - odparła.
- Masz wielkie szczęście, że udało ci się przeżyć... - zacząłem.
- Jesteś wampirem... - bardziej spytała niż stwierdziła. - Pierwotny. - dodała ciszej.
- Tak ale nie musisz się mnie bać, pozwól że zabiorę cię d siebie. Ci, którzy to zrobili nie spoczną póki i ty nie zginiesz. Będziesz bezpieczna.
Zgodziła się, jako iż rana się jeszcze nie zregenerowała, chwyciłem ją na ręce i dzięki wampirzej szybkości w kilka sekund znalazłem się w sypialni obok mojej, położyłem ją na łóżko.
- Mieszkasz tu sam? - spytała rozglądając się.
- Nie zupełnie... - w tym samym momencie do pokoju wparował Niklaus.
- Chyba sobie kpisz! - warknął. - Nie będziesz przyprowadzać wilków do naszego domu, czuć ją na kilometr!
- Uspokój się. - westchnąłem.
- Rebekah! - wydarł się.
Siostra weszła znudzona do pokoju, spojrzała zdziwiona na wilczycę i na mnie, po czym zaśmiała się lekko.
- Honorowy Daniel znów coś obiecał? - przeczesała dłonią włosy. - Klaus, nic nie poradzisz. - wzruszyła ramionami i wyszła.
- Zabije ją. - zmrużył oczy.
- Gwarantuję ci że tego nie zrobisz. - powiedziałem ostrzej.
Widziałem, że chce coś powiedzieć jednak odpuścił.
- Niech nawet nie wchodzi mi w drogę bo to zrobię. - wyszedł trzaskając drzwiami.
Westchnąłem.
- Mieszkam z rodzeństwem. - dokończyłem. - Nie przejmuj się, nic ci nie zrobi. - zapewniłem siadając na łóżku.
?
Subskrybuj:
Posty (Atom)