poniedziałek, 27 lutego 2017

Od Daniela

- Boli nadal? - spytałem. Dziewczyna pokiwała jedynie twierdząco głową. - Zaraz wrócę.
Szybko udało mi się znaleźć apteczkę, która znajdowała się u mnie w pokoju. Wróciłem do dziewczyny, rozerwałem kawałek jej spodni, aby mieć dostęp do rany. Wacikiem namoczonym wodą obmyłem ranę i chwyciłem w dłoń małą butelkę wody utlenionej.
- Będzie piekło. - ostrzegłem.
Kiedy skinęła głową, polałem ranę specyfikiem i ostrożnie zacząłem obmywać. Chwyciłem po maść, obficie posmarowałem ją ranę dziewczyny, uniosłem nad nimi dłonie, zamknąłem oczy i pochyliłem nisko głowę, szepcząc zaklęcie. "Vitto Broche Tarem Car Manifesto Fen" kiedy wyprostowałem głowę i zabrałem dłonie, rana zniknęła, ból, który jej towarzyszył również.
- Od kiedy to wampiry czarują? - spytała.
- Nie czarują. Maść mam od znajomej czarownicy, zaklęcie to prosta formuła... jeśli nie masz krwi śmiertelników na rękach, uda ci się to. - odparłem.
- Nigdy nie zabiłeś człowieka?
- Nie. - pokręciłem głową. - Nigdy nie chciałem być wampirem, taki los zgotowała mi matka, ojciec mnie... z resztą, nie ważne, nie będę cię zanudzać. - westchnąłem, zamykając apteczkę. - Potrzebujesz czegoś? Coś do picia... jedzenia?

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz